Zapraszam na audycję w Radiu Gdańsk. Niedziela 18 września, godzina 15.00



W najbliższą niedzielę, 18 września o godzinie 15.00, w Radiu Gdańsk, w programie „Salon Artystyczny”, w rozmowie z red. Iwoną Borawska i red. Andrzejem Żakiem będę mówił o swojej najnowszej książce „Vilcabamba 1572”, która niedawno ukazała się nakładem wyd. Bellona w serii Historyczne Bitwy. Wszystkich zainteresowanych serdecznie zapraszam!

W programie weźmie także udział Tomasz Słomczyński z „Dziennika Bałtyckiego”, który odpowie na pytania dotyczące jego książki „Zapytaj jeża”.

Posłuchaj Radia Gdańsk on-line
Zasięg Radia Gdańsk

Vilcabamba – miasto pokonane przez czas


Vilcabamba – to ostatnia stolica państwa Inków, a w zasadzie tego skrawka, który najdłużej opierał się atakom hiszpańskich konkwistadorów. W dniach swej świetności tętniła życiem, potem – zniszczona wojną - opustoszała na długie lata. Jej kamienne budowle skryły się przed ludzkim okiem, ale – jak się okazuje - trwają do dziś. Jakby chciały przeczekać wrogów, których nie można było pokonać w walce. Dokładnie tak samo uczynili dawni mieszkańcy miasta.

Mało znane losy powstania, rozkwitu i upadku ostatniej inkaskiej stolicy opisuje w swojej najnowszej książce pt. „Vilcabamba 1572” pisarz, podróżnik i dziennikarz Roman Warszewski. Choć książkę opublikowano w serii „historyczne bitwy” wydawnictwa Bellona, to de facto opowiada ona nie o jednym starciu, ale o okresie kilku dziesięcioleci, gdy pod naporem hiszpańskiej konkwisty powoli, acz nieuchronnie upadło imperium Inków. Zdobycie i zniszczenie Vilcabamby w 1572 roku było tylko ostatnim aktem tych wydarzeń.

Wielkość i upadek
Kiedy pierwsi Europejczycy odkryli Nowy Świat czyli kontynent amerykański, państwo Inków, przez swych mieszkańców zwane Tawantinsuyu, osiągało właśnie szczyt swojego rozwoju i świetności. Na początku XVI wieku obejmowało prawie całe wybrzeże Pacyfiku wzdłuż Andów, a także tereny Peru i Boliwii w głębi kontynentu. Zamieszkiwało je w sumie ok. 12 milionów mieszkańców – w skład rozległego imperium wchodziły bowiem również liczne plemiona podbite wcześniej przez Inków. Do dziś trudno jest pojąć

Ciekawi elblążanie – Roman Warszewski



Jego reportaże cenił sobie sam Kapuściński. Wydawane przez niego książki doskonale się sprzedają. Jest redaktorem naczelnym gazety poświęconej zdrowiu „Żyj długo”. Mimo tych sukcesów dziwnym trafem udaje mu się idąc ulicą być niezauważonym. Może dlatego, że Roman Warszewski spędza swój wolny czas na dalekich podróżach? Elblążanin opowiedział nam m.in. o dwóch książkach, nad którymi obecnie pracuje.

Dziennikarz Roman Warszewski urodził się w 1959 roku. Rodzinne miasto opuścił po zdaniu matury, w roku 1977. Wyjechał wtedy do Gdańska, gdzie rozpoczął studia. Rok później otrzymał Nagrodę Wojewody Elbląskiego za pracę nad pismem rongo-rongo, czyli systemem pisma opartym na znakach lub piktogramach. To oryginalne zajęcie mogło zwiastować, że jego dorosłe życie będzie ciekawe, pełne różnych dalekich podróży.

Nic więc też dziwnego w tym, że elblążanin zna kilka języków obcych, w tym mowę… z narzecza keczua z sierry Ekwadoru, Peru i Boliwii. Jak czytamy na jego oficjalnej stronie internetowej, Amerykę Południową i Środkową zna jak własną kieszeń. W 2007 roku zorganizował wyprawę do wysokogórskiego, długowiecznego plemienia Indian Q'ero, żyjącego w peruwiańskich Andach. Rok później odwiedził ostatnią stolicę Inków w Peru. Dwa lata temu odbył natomiast wyprawę, w czasie której (wraz z Arkadiuszem Paulem i Jarosławem Molendą) jako pierwszy Polak odwiedził najwyżej położone ruiny inkaskie na przełęczy Puncuyoc. Odnalazł też ślady nieznanych

Zanim ukaże się w Polsce. Najnowsza książka Mario Vargasa Llosy


O czym marzył Roger Casement?


„El sueno del Celta” – „Marzenie Celta”. Tak brzmi tytuł najnowszej książki zeszłorocznego noblisty, Peruwiańczyka, Mario Vargasa Llosy. Książka opublikowana została w listopadzie zeszłego roku, wkrótce po tym, jak swój doroczny werdykt ogłosili szwedzcy akademicy. I w stu procentach potwierdziła, że się nie pomylili.

Powieść jest doprawdy znakomita. Bez wątpienia mieści się w głównym nurcie twórczości słynnego Peruwiańczyka. Nie w tym krotochwilnym, humorystycznym, podszytym kpiną, do którego zaliczyć można takie jego pozycje, jak „Ciotka Julia i skryba”, „Pantaleon i wizytantki”, „Pochwała macochy”, czy „Zeszyty do Rigoberta”, lecz w tym poważniejszym i na wskroś monumentalnym, czyniącym w Llosy jednego z najwybitniejszych narratorów współczesności, gdzie odnaleźć można i znakomitą „Rozmowę w Katedrze”, i „Miasto i psy”, i „Wojnę końca świata”, i „Święto kozła”.

Od kilku miesięcy – także „El sueno del Celta”: historię życia i śmierci sir Rogera Casementa – brytyjskiego dyplomaty, który najpierw walczył o prawa ludności tubylczej w Kongu i w Amazonii, a następnie, chcąc w czasie pierwszej wojny światowej zawrzeć przewrotny alians z Niemcami, stał się jednym z głównych architektów antybrytyjskiego powstania w Irlandii, które wybuchło na Wielkanoc 1916 roku.

Owo przymierze z Niemcami wymierzone w brytyjską koronę Casementa ostatecznie zaprowadziło na szubienicę. I uczyniło

Piotrze, witaj na łamach!


Od bieżącego numeru prowadzonego przeze mnie miesięcznika „Żyj Długo”, współpracę z nim – z góry wiem, że bardzo pożyteczną i niezwykle owocną – rozpoczyna Piotr Maciej Małachowski: niezwykły, młody człowiek, którego najpierw znałem z jego prześwietnego „Operuję w Peru”, a następnie – wiosną tego roku – spotkałem osobiście w Limie.

Na pewno nie popełnię błędu, jeśli powiem, że Piotr to postać niezwykła. W Europie, mieszkając i w Niemczech, i w Szkocji, mógł mieć wszystko – pieniądze, karierę, wielce pasjonujące życie. A mimo to, gnany zewem przygody, wybrał Peru. Był tam raz, i drugi - i kraj ten go urzekł. Postanowił w nim osiąść; jak się wydaje na stałe, albo przynajmniej na dłużej.


Piotr M. Małachowski i Roman Warszewski w Limie, w maju br.

Jestem chyba jedną z nielicznych osób, które są w stanie w pełni go zrozumieć. Bo Peru, przed laty, podobnie mnie zafascynowało. Podobnie uwiodło i na całe dziesięciolecia przykuło i myśli, i uwagę. I nakazało mi je opisywać. „Pokażcie mi brzuch terrorystki”, „Inicjacja”, „Marcahuasi – kuźnia bogów”, „Tajna misja Eldorado”, „Q’ero – długowieczność na zamówienie”, czy ostatnio opublikowana „Vilcabamba 1572” - to tylko część „peruwiańskich stacji” na moim reporterskim szlaku.

Owo opisywanie Peru i zgłębianie jego tajemnic, było dla mnie czymś w rodzaju

„Nowiny Jeleniogórskie” o Tupac Amaru Expedition


Wyprawa do Królestwa Vilcabamby

Arkadiusz Paul
Od szesnastego roku życia uprawiał klasyczną wspinaczkę w Sudeckim Klubie Wysokogórskim. Cenę pierwszej zakupionej liny pamięta do dziś. Tak samo, jak drogę przez trzy okapy na Sukiennicach, kurs skałkowy, szkółkę alpinistyczną w Tatrach.
- Przestałem się wspinać z wyboru, kiedy urodził się syn – mówi Arkadiusz Paul ze Ścięgien. – Ale wspinaczka dała mi odporność psychiczną na całe życie.
Do młodzieńczej pasji powrócił dziewięć lat temu, kiedy syn skończył 15 lat. Zaprowadził go w Sokoliki. Znów był na ścieżce, która doprowadziła go do wielkiej wyprawy.

Wyprawa życia
W 2009 roku razem z bratem ciotecznym, pisarzem i podróżnikiem, redaktorem naczelnym pisma „Żyj długo” – Romanem Warszewskim – wyruszył na wyprawę do Peru.
- Romek od najmłodszych lat interesował się kulturą Inków, to była jego... dziewiętnasta wyprawa do Peru. Moja pierwsza.
W Peru spędzili miesiąc. W tym dwa tygodnie w dżungli. Ich celem było poszukiwanie śladów inkaskich ruin.
W trzyosobowej ekipie z Polski samolotem dolecieli do Limy, autobusem dojechali do Cuzco, po aklimatyzacji wynajętym samochodem do miejsca, w którym kończyła się droga. Tam pożegnali cywilizację. Kolejne dni podróżowali przez dżunglę konno i pieszo. Ekwipunek targały muły.
- Z myślą o tym etapie wyprawy, przed wyjazdem brałem lekcje jazdy konnej. Kondycyjnie przygotowywałem się... co

Malują góry, żeby ratować andyjskie lodowce...


Tego jeszcze nie było! Gdy usłyszałem o tym w czasie ostatniego swojego pobytu w Peru, w maju tego roku, po prostu nie chciało mi się w to wierzyć! Otóż od blisko dwóch lat, na pograniczu prowincji Ayacucho i Huancavelica w centralnym Peru, grupa lokalnych ekologów prowadzi niecodzienną akcję... malowania gór na biało! Pokrywanie znacznych połaci górskich zboczy (leżących w sąsiedztwie topniejących lodowców) ekologiczną, białą farbą, składającą się przede wszystkim z wapna, ma służyć przywróceniu lokalnego mikroklimatu, przeciwdziałającego zanikowi lodowców w Andach.
Eksperymentalny projekt jest w całości finansowany przez Bank Światowy i przynosi już pierwsze rezultaty. W sąsiedztwie pomalowanych zboczy lodowe czapy przestały się kurczyć, a do swych pierwotnych siedlisk zaczęła powracać zwierzyna – alpaki i dzikie szynszyle. Budzi to zadowolenie lokalnej ludności.
– W projekt jest zaangażowanych zaledwie dziesięć osób – mówi Carlos Altamirano, jeden z uczestników tej niecodziennej inicjatywy. – Od momentu jego zapoczątkowania pomalowaliśmy już 70 hektarów gór. Jeśli Bank Światowy nadal będzie nas wspierać, zamierzamy kontynuować te działania. Jest szansa, iż już wkrótce podobne akcje „malowania gór” rozpoczną się w Boliwii i Ekwadorze.

najnowsze < > najstarsze
Roman Warszewski
Dziennikarz i pisarz, autor wielu książek, w tym kilku bestsellerów. Laureat prestiżowych nagród. Wielokrotnie przebywał w Ameryce Południowej i Środkowej. Spotykał się i przeprowadzał wywiady z noblistami, terrorystami, dyktatorami, prezydentami i szamanami. Obecnie pełni funkcję redaktora naczelnego miesięcznika „Żyj długo”.

Ostatni album

„Zielone Pompeje.Drogą Inków do Machu Picchu i Espiritu Pampa”

(Razem z Arkadiuszem Paulem)
Seria Siedem Nowych Cudów Świata, Fitoherb 2013

„Zielone Pompeje”, czyli zapasowe Królestwo Inków