1. IX Tarawasi i Skała Tęczy lub Skała Księżyca


Dziś inny kierunek. Z Cuzco jedziemy do miejscowości Limatambo - do miejsca, które dawną inkaską stolicę miało bronić przed inwazją od zachodu. To tu Inkowie po raz ostatni próbowali zatrzymać pochód Hiszpanów pod wodzą Pizarra na Cuzco. Forteca nazywa się Tarawasi. Obok funkcji obronnych była też wielką platformą, na której pobliskiemu szczytowi El Salcantay składano najrożniejsze dary. Do dziś w murze fortecy-platformy wielu dopatruje się kwiatów ułożonych z wielkich głazów. Oczywiście pod warunkiem, że obserwatorowi nie brakuje ani dobrej woli ani fantazji...

W drodze powrotnej do Cuzco zaglądamy do Quillarumi - wioseczki, gdzie w granitowej skale Inkowie (bo któżby inny...) wyryli... No właśnie - co wyryli? Jedni twierdzą, że półksiężyc; inni - że tęczę. Który z tych wariantów bardziej Wam odpowiada, przekonajcie się sami na załączonych zdjęciach.

Fronton fortecy-platformy, w której ścianach niektórzy widzą olbrzymie kamienne kwiaty.

Jeśli jakiś obiekt jest tak duży, że nie mieści się w obiektywie, wtedy jedynym wyjściem jest pokazanie go od narożnika.

Quillarumi - Skała Księżyca...

... a może jednak Skała Tęczy?

Oczywiście wszystkie zdjęcia tak dziś, jak i poprzednio, zrobione zostały ręką mojego niestrudzonego

31.VIII Ollantaytambo. Pinkulluna czyli prekolumbijska... lodówka


Z Cuzco jedziemy do Ollantaytambo. To niewielkie miasteczko w dolinie Urubamby uznawane jest za światową stolicę... indianskości (hiszp. „indianidad”). Byłem tu już... co najmniej dziesięć razy. Za każdym razem interesowała mnie majestatycznie górująca nad miastem forteca - miejsce, o którym piszę w książce „Vilcabamba 1572”, historyczny punkt, gdzie Inkowie w XVI w odnieśli swoje ostatnie znaczące zwycięstwo nad podbijającymi ich Hiszpanami.

Dziś interesuje mnie jednak zbocze stromego wzgórza, leżącego naprzeciw słynnej fortecy. Pinkulluna - kamienna konstrukcja, wyglądająca niczym jaskółcze gniazdo przyklejone do skośnego dachu. Trzy długie na około 40 metrów budynki o ostro zakończonych szczytowych ścianach, wyglądające równie niewiarygodnie, jak leżąca naprzeciwko ich twierdza.

Kiedyś uważano, ze Pinkulluna była więzieniem (z uwagi na jej niedostępne położenie). Pogląd ten jednak szybko zrewidowano. Dziś uznaje się, że Pinkulluna była inkaską qolka, czyli magazynem; miejscem, w którym Inkowie przechowywali zebrane z pól nadwyżki, mogące być wykorzystywane w okresach klęsk nieurodzju lub klimatycznych katastrof.

Mówiąc jeszcze inaczej Pinkulluna była po prostu prekolumbijską... lodówką! Mogła ona sprawnie funkcjonować dzięki zimnym wiatrom, które niezależnie od pory roku omiataja zbocze, na którym ją wzniesiono.

Tędy wiedzie droga wprost do lodówki.

Całość

30 VIII Cuzco. Przedmioty z Machu Picchu


Znów przerywnik muzealny, choć Kazik wcale nie jest tym zachwycony. Tym razem idziemy do Muzeum Machu Picchu w Casa de la Concha przy ul. Santa Catali Ancha. W tej placówce znajdują się przedmioty pochodzące z Machu Picchu, które Amerykanin Hiram Bingham w 1911 i 1912 roku wywiózł do USA i które do tej pory nie raczyli zwrócić. To, co w ciągu ostatniego roku, w związku z jubileuszem naukowego odkrycia Machu Picchu odesłano do do Peru, znajduje się teraz właśnie w Casa de la Concha.

Mało jest tego. Amerykanie szczodrzy nie byli. Sytuacje ratują tylko duże fotogramy z 1911 i 1912 roku. Wreszcie wiem, jak wyglada słynny sierżant Carrasco, który jako obstawa został przydzielony do odkrywczej wyprawy Binghama. Nosił płytki kapelusz ze sztywnym, bardzo dużym rondem. Taki, którego na początku XX wieku nie powstydziłby sie żaden dżentelmen z Londynu czy Nowego Jorku.


Węzełkowe pismo kipu odnalezione w 1912 roku w Machu Picchu przez Binghama.


Ceramiczne naczynie z Machu Pichchu wywiezione przez Binghama z Peru do USA w roku 1911.

29. VIII Huchuy Qosqo - małe Cuzco, wielki rarytas


Z Chinchero, przez płaskowyż oddzielający Cusco od doliny Urubamby, konno jedziemy do Huchuy Qosco, tzw. Małego Cuzco - zrujnowanego miasteczka sprzed panowania Inki Viracochy, a więc sprzed imperialnej fazy rozwoju Tawantinsuyu. To ważne miejsce - jedyny w swoim rodzaju przykład tego, jak Cuzco (stolica) mogło wyglądać przed konkwistą, jak łączono kamień z cegłą suszoną na słońcu - „adobe”. Bo przecież nie całe Cuzco w chwili przybycia Hiszpanów do Peru było monumentalne i kamienne. Przed inwazją konkwistadorów w inkaskiej stolicy przeważala zabudowa właśnie z „adobe” lub z „adobe” łączonej z kamieniem. Dokładnie, jak w Huchuy Qosqo.


Widok ogólny na Uchuy Qosqo.


Fragment tzw. „kallanki” z Uchuy Qosqo - długiego budynku, gdzie w czasie pory deszczowej mieszkańcy urządzali wielodniowe, suto zakrapiane „chicha” (trunkiem z kukurydzy) libacje.

28. VIII Cuzco. Garcilaso jak Mickiewicz


Dziś dzień muzeum. Idziemy do dawnego domu Garcilaso de la Vegi - słynnego dziejopisa, syna inkaskiej księżniczki i hiszpańskiego konkwistadora, który w wieku kilkunastu lat opuścił Peru i osiadł w Hiszpanii (gdzie zmarł). U schyłku życia, z tęskonoty za swą ojczyzną, napisał wiekopomne dzieło „Comentarios Reales” - „O Inkach uwagi prawdziwe” - nostalgiczne dzieło, które w swej wymowie (bo nie treści) wiele wspólnego ma z „Panem Tadeuszem” Mickiewicza. (Porównanie obu tych dzieł to znakomity temat do habilitacyjnej rozprawy - podpowiadam.)


Garcilaso de la Vega, w muzeum, we własnej woskowej osobie.


Rodzice Garcilasa z portretem swego słynnego syna.


Młody Garcilaso, jeszcze w Peru, słucha opowieści o chlubnej przeszłości narodu swej matki. Opowiadającym jest albo Manco Inka - król Vilcabamby albo Sayri Tupac, jego syn i następca.

27. VIII Cuzco, Tipon, Piquillacta


Nie ma mowy o odpoczynku po naszym dzienno-nocnym skoku z selwy w samo serce Andów. Jedziemy do Tipon - inkaskiego, starego kompleksu nawadniająco-uprawnego za południowymi rogatkami miasta i do Piquillacta - dawnego miasta ludu Wari, którego obecność właśnie tu dowodzi, że Inkowie nie pojawili się tu znikąd. Przeciwnie. Bez żenady i najmniejszych skrupułów weszli w jeszcze ciepłe buty Warich i to, co w Andach zastali tylko twórczo rozwinęli.

Doskonały system irygacyny Inków z Tipon.

Obok funkcjonalności, dla Inków zawsze bardzo ważna była estetyka.

26. VIII Adios, Vilcabambo!


Kolejnego dnia, około 4 rano zwijamy obóz. Na szczęście w nocy przestało padać i namioty nie są przesdnie mokre. Zrobiliśmy dwoma aparatami i trzema obiektywami około tysiąca zdjeć, na dodatek w dobrym świetle. Mamy więc to, co chcieliśmy, nic tu już po nas, nie będziemy przecież czekać na senderystów, którzy cały czas krąża po okolicy.


Oto główna "huaca" - święta skala, wokół której przez dziesieciolecia (a może stulecia) rozrastała się Vilcabamba.

Americo, który jest szcześliwy, że zobaczył swoje zdjęcie w mojej ksiażce o Vilcabambie mułem pomaga nam przenieść plecaki i zwinięte namioty do Chontapampy, a tam bierzemy duży rozbieg, dobrze sie odbijamy i fruuu... - około dwunastej w nocy lądujemy w Cuzco. (O tym jak tego dokonać kiedyś napiszę osobny artykuł!)


Ostatnia noc w Vilcabambie.


Jeszcze przed wschodem słonca opuszczamy ostatnią stolicę Inków.

najnowsze < > najstarsze
Roman Warszewski
Dziennikarz i pisarz, autor wielu książek, w tym kilku bestsellerów. Laureat prestiżowych nagród. Wielokrotnie przebywał w Ameryce Południowej i Środkowej. Spotykał się i przeprowadzał wywiady z noblistami, terrorystami, dyktatorami, prezydentami i szamanami. Obecnie pełni funkcję redaktora naczelnego miesięcznika „Żyj długo”.

Ostatni album

„Zielone Pompeje.Drogą Inków do Machu Picchu i Espiritu Pampa”

(Razem z Arkadiuszem Paulem)
Seria Siedem Nowych Cudów Świata, Fitoherb 2013

„Zielone Pompeje”, czyli zapasowe Królestwo Inków