31.VIII Ollantaytambo. Pinkulluna czyli prekolumbijska... lodówka
Z Cuzco jedziemy do Ollantaytambo. To niewielkie miasteczko w dolinie Urubamby uznawane jest za światową stolicę... indianskości (hiszp. „indianidad”). Byłem tu już... co najmniej dziesięć razy. Za każdym razem interesowała mnie majestatycznie górująca nad miastem forteca - miejsce, o którym piszę w książce „Vilcabamba 1572”, historyczny punkt, gdzie Inkowie w XVI w odnieśli swoje ostatnie znaczące zwycięstwo nad podbijającymi ich Hiszpanami.
Dziś interesuje mnie jednak zbocze stromego wzgórza, leżącego naprzeciw słynnej fortecy. Pinkulluna - kamienna konstrukcja, wyglądająca niczym jaskółcze gniazdo przyklejone do skośnego dachu. Trzy długie na około 40 metrów budynki o ostro zakończonych szczytowych ścianach, wyglądające równie niewiarygodnie, jak leżąca naprzeciwko ich twierdza.
Kiedyś uważano, ze Pinkulluna była więzieniem (z uwagi na jej niedostępne położenie). Pogląd ten jednak szybko zrewidowano. Dziś uznaje się, że Pinkulluna była inkaską qolka, czyli magazynem; miejscem, w którym Inkowie przechowywali zebrane z pól nadwyżki, mogące być wykorzystywane w okresach klęsk nieurodzju lub klimatycznych katastrof.
Mówiąc jeszcze inaczej Pinkulluna była po prostu prekolumbijską... lodówką! Mogła ona sprawnie funkcjonować dzięki zimnym wiatrom, które niezależnie od pory roku omiataja zbocze, na którym ją wzniesiono.
Tędy wiedzie droga wprost do lodówki.
Widok na fortece w Ollantaytambo i leżące pod nią miasteczko ze zbocza, na którym znajduje się Pinkulluna.
Kurczowo trzymająca sie zbocza inkaska lodówka w całej okazałości...
... i widziana od środka.
