Llosa wie, że jest dobry...
Z Romanem Warszewskim, pisarzemm i dziennikarzem, autorem wywiadu-rzeki "Skrzydła diabła, rogi anioła" z Mario Vargasem Llosą, rozmawia
Dorota Abramowicz.
Pierwsza myśl po ogłoszeniu werdyktu Akademii Szwedzkiej, przyznającego literackiego Nobla Llosie?
Nareszcie. W końcu jest to jeden z największych, współcześnie żyjących pisarzy. Ta nagroda należała mu się od wielu lat!
Ile miałeś lat, gdy poznałeś autora "Rozmowy w katedrze"?
Zaledwie 24. Był rok 1983, studiowałem w Niemczech na Uniwersytecie Saarlandzkim. W tym czasie w Andach toczyła się partyzancka wojna maoistowskiego Świetlistego Szlaku z peruwiańską armią, a świat obiegła wieść o zamordowaniu ośmiu dziennikarzy przez indiańskich mieszkańców wsi Uchuraccay. Wyruszyłem do Peru, by napisać o tym artykuł, a mój przyjaciel Mario de la Cruz Gonzalez (dziś zajmujący w Peru wysokie stanowiska)
przyprowadził mnie siedziby komisji powołanej do zbadania owego mordu. Komisja mieściła się w obskurnym budynku w centrum Limy. Zasiadał w niej człowiek, którego książkami się zaczytywałem - Mario Vargas LLosa.
Odczuwałeś tremę?
Trudno było jej nie mieć, czułem się jak uczeń przy nauczycielu. Na szczęście wtedy już mówiłem płynnie po hiszpańsku i nie było kłopotów z porozumieniem. O aferze z dziennikarzami huczało całe Peru, ale władze patrzyły wówczas niezbyt przychylnie na prace komisji. Llosa przyjął życzliwie młodego Polaka, spotkaliśmy

W 2011 roku minie dokładnie sto lat od odkrycia tego niezwykłego miasta Inków. A właściwie nie od odkrycia, bo rok 1911 to data wielce umowna i dyskusyjna. To właśnie tego roku amerykański naukowiec i odkrywca Hiram Bingham wyruszył z Cuzco na kolejną już ekspedycję badawczą – tym razem w górę biegu Urumbamby. Bingham miał dwa cele: jego wyprawa, której patronował Uniwersytet Yale miała przez odpowiednie pomiary udowodnić, że najwyższym szczytem kontynentu jest peruwiański wulkan Nevado Coropuna. A niejako „przy okazji” Amerykanin zamierzał też odnaleźć ruiny ostatniej inkaskiej stolicy – Vilcabamby. Ostatecznie goniąc za jednym i drugim celem zupełnie przypadkowo i niespodziewanie natknął się na trzeci. I co ciekawe – o mało go nie ominął.
Caral położone jest jakieś 250 km na północ od Limy. Leży w sercu absolutnej pustyni. Nie jest to pustynia piaskowa – taka jak Sahara, lecz pustynia kamienista, skalista. Pofałdowana połać na wskroś wyschniętego ugoru, pokrytego niezliczonymi odłamkami skał, odłupujących się od okolicznych, równie pustynnych wzgórz. Ostatnie miejsce, w którym mógłby chcieć osiedlić się człowiek. I właśnie z tej niegościnności wynikały kłopoty, które miała dr Ruth Shady – peruwiańska archeolog, która wiedziona nieomylną intuicją jako pierwsza w 1994 roku zainteresowała się tym terenem.
Cykl wywiadów Romana Warszewskiego z trzema noblistami za rok 2008 w dziedzinie medycyny i fizjologii oraz rozmowa z laureatem literackiej Nagrody Nobla za rok 2008 – Gustavem Le Clezio, które ukazały się w styczniu i lutym w roku 2009, zostały wyróżnione przez Kapitułę Nagrody im. Barbary Łopieńskiej na najlepszy wywiad prasowy za rok 2009. Uwagę zwrócono na pogłębiony i merytoryczny charakter tych rozmów, które określono mianem „dziennikarstwa coraz rzadziej dziś uprawiany i napotykający na coraz większe trudności w dotarciu do Czytelnika”. Nagrodę za wywiad roku otrzymała współpracująca z „Gazetą Wyborczą” Angelika Kuźniak.
Właśnie do Wydawcy wysłałem gotową książkę „Cuzco 1536-37”, opowiadającą o inkaskim powstaniu z lat 1536-1537. Ma ona ukazać się w przyszłym roku, w prestiżowej serii Historyczne Bitwy. Po tomie „Vilcabamba 1539-72” to druga pozycja, którą napisałem dla Bellony do tego cyklu („Vilcabamba” ukazać się ma w drugiej połowie tego roku). Poniżej – obszerny fragment wstępu do książki o Cuzco
- Czytał pan już książkę o Kapuścińskim. Zabolało?
Mimo że nie żyje od 26 lat, salezjanin ojciec Carlos Crespi z ekwadorskiej Cuenki nadal pozostaje jednym z najpopularniejszych obywateli swej przybranej ojczyzny. Z urodzenia Włoch, przez 55 lat, jakie spędził w Ekwadorze, stał się Ekwadorczykiem z krwi i kości. I wielce zasłużonym. Całe swoje życie poświęcił pomocy biednym, zwłaszcza najuboższym dzieciom. Potrafiąc w sobie tylko znany sposób „wyczarowywać” pieniądze (czyli pozyskiwać hojnych sponsorów), budował szkoły, zapewniał darmowe podręczniki i prowadził akcje dożywiania w najbiedniejszych dzielnicach. Badał też najmniej dostępne rejony Ekwadoru, skąd przywoził niezliczone dzieła sztuki oraz unikatowe filmy o życiu dzikich Indian.