Czy Kolumb był... Polakiem?
Powraca obrazoburcza teza, po raz pierwszy sformułowana przez Romana Warszewskiego już przed 15 laty
Czy Kolumb był... Polakiem?
Międzynarodowy zespół naukowców zakończył 20-letnia pracę badawczą nad życiem odkrywcy Ameryki – Krzysztofa Kolumba. Wyniki badań są sensacyjne – Krzysztof Kolumb miał z pochodzenia być Polakiem!
Nowe dowody w sprawie pochodzenia odkrywcy Ameryki w książce „Kolumb: nieopowiedziana historia” wysunął Manuel Rosa z Duke University w Stanach Zjednoczonych. Według autora pracy poświęconej życiu Kolumba, odkrzwca Ameryki był synem króla Władysława III Warneńczyka. Wprawdzie Kolumb urodził się siedem lat po śmierci Władysława III, ale, według naukowca, informacje o śmierci polskiego króla w czasie bitwy pod Warną, są nieścisłe. Dowodem na to ma być fakt, iż nigdy nie odnaleziono ciała ani zbroi króla.
Według Rosy, polski król miał przeżyć i uciec na Maderę. Tam rzekomo ożenił się z portugalską szlachcianka i był znany jako Henrique Alemao (Henryk Nimiec).
- Informacje o ty, że Kolumb pochodził z rodziny biednych włoskich tkaczy z Genui jest niedorzeczna – mówi Rosa. – Tylko głupiec przy tym będzie się upierał.
Naukowiec twierdzi, że jedynym sposobem na przekonanie hiszpańskiej rodziny królewskiej do sfinansowania planowanej podróży przez Ocean Atlantycki, było królewskie pochodzenie Kolumba.
Autor książki ostatecznego dowodu na potwierdzenie swych obrazoburczych tez upatruje w badaniach DNA. Obecnie chce zdobyć materiał genetyczny Jagiellonów z królewskich sarkofagów znajdujących się

Mimo natłoku zajęć, jakie wszyscy nobliści mają w dniach poprzedzających wręczenie im tej najsłynniejszej nagrody, Mario Vargasowi Llosie udaje się wygospodarować godzinę, by udzielić mi wywiadu. Na pewnie nie byłoby to możliwe, gdybyśmy nie znali się już od lat.... dwudziestu siedmiu! Po raz pierwszy spotkaliśmy się w 1983 roku, gdy zbierałem materiały do pierwszej swojej książki „Pokażcie mi brzuch terrorystki”. Po raz drugi w 1990 roku, gdy ubiegał się on o prezydenturę Peru i działał w organizacji FREDEMO. Po raz trzeci – w roku 2006 – gdy powstawała moja książka o nim „Skrzydła diabła, rogi anioła”.
O aniołach, motylach i kobietach
Z Romanem Warszewskim, pisarzemm i dziennikarzem, autorem wywiadu-
W 2011 roku minie dokładnie sto lat od odkrycia tego niezwykłego miasta Inków. A właściwie nie od odkrycia, bo rok 1911 to data wielce umowna i dyskusyjna. To właśnie tego roku amerykański naukowiec i odkrywca Hiram Bingham wyruszył z Cuzco na kolejną już ekspedycję badawczą – tym razem w górę biegu Urumbamby. Bingham miał dwa cele: jego wyprawa, której patronował Uniwersytet Yale miała przez odpowiednie pomiary udowodnić, że najwyższym szczytem kontynentu jest peruwiański wulkan Nevado Coropuna. A niejako „przy okazji” Amerykanin zamierzał też odnaleźć ruiny ostatniej inkaskiej stolicy – Vilcabamby. Ostatecznie goniąc za jednym i drugim celem zupełnie przypadkowo i niespodziewanie natknął się na trzeci. I co ciekawe – o mało go nie ominął.
Caral położone jest jakieś 250 km na północ od Limy. Leży w sercu absolutnej pustyni. Nie jest to pustynia piaskowa – taka jak Sahara, lecz pustynia kamienista, skalista. Pofałdowana połać na wskroś wyschniętego ugoru, pokrytego niezliczonymi odłamkami skał, odłupujących się od okolicznych, równie pustynnych wzgórz. Ostatnie miejsce, w którym mógłby chcieć osiedlić się człowiek. I właśnie z tej niegościnności wynikały kłopoty, które miała dr Ruth Shady – peruwiańska archeolog, która wiedziona nieomylną intuicją jako pierwsza w 1994 roku zainteresowała się tym terenem.