9. X 2012. Dokładnie 45 lat temu zginął Ernesto Che Guevara


[k2=cimages/articles/96/fot24.jpgc2]Che Guevara 9 października 1967 roku w La Higuera, w Boliwii, na chwilę przed egzekucją.[/k2]Zamysł był taki, żeby moja książka o Che – „Boliwia 1967” (zapowiedź i okładka obok na marginesie), która była pisana do serii Historyczne Bitwy Bellony, ukazała się w przededniu dzisiejszej rocznicy. Niestety, dziś wiadomo, że pozycja ta do dystrybucji trafi nie wcześniej niż w połowie listopada. Pozwolę sobie tego faktu nie komentować; co zrobić kiedy wydawca sam sobie strzela w nogę? Co zrobić, kiedy przy okazji trafia autora? Poniżej zamieszczam fragment aneksu do tego tytułu, który w książce – z uwagi na jej pokaźne rozmiary – ostatecznie się nie znalazł. To alfabetyczny wykaz partyzantów, walczących z Guevarą w Boliwii, jak i lista ludzi, którzy na przełomie 1966 i 1967 roku aktywnie go tam zwalczali. Cenne uzupełnienie lektury; tym cenniejsze, że w jedynym, skróconym i fragmentarycznym zestawieniu tego typu, jakie znajduje się w „Dzienniku z Boliwii” Che, wydanym przez Czytelnika w 1968 roku, od błędów po prostu się roi...

Pojawiające się poniżej przy niektórych nazwiskach lub pseudonimach dopiski – „brak danych”, uzmysławiają nam, jakie luki wciąż istnieją w historii, mimo iż ta rozegrała się prawie na naszych oczach: 45 lat temu.

1. PARTYZANCI BIORĄCY UDZIAŁ W BOLIWIJSKIEJ KAMPANII CHE GUEVARY I WAŻNIEJSZE OSOBY KTÓRE ICH WSPIERAŁY

Alejando – Ricardo Gustavo Machin Hoed de Beche. „Comandante”. Urodzony w 1936 roku w Hawanie. Założyciel rewolucyjnej organizacji studenckiej na

Jak Analía stała się Victorią (a Victoria – Analíą)


Tak się składa, że w 2003 roku byłem w Buenos Aires. Czytając książkę Mam na imię Victoria, wielokrotnie zadawałem sobie pytanie, czy wtedy, chodząc ulicami argentyńskiej stolicy, gdzieś w tłumie, bezwiednie, mijałem jej bohaterkę – Victorię Dondę?

Wtedy jednak Victoria była jeszcze Analíą, a Analía jeszcze nie przeczuwała, że tak naprawdę jest Victorią. Świadomość tego dopiero w niej dojrzewała, nabrzmiewała, by w końcu eksplodować. Jak do tego doszło i jaki dramat krył się za tą niesamowitą przemianą, opowiada autobiograficzne wyznanie Victorii Dondy zatytułowane Mam na imię Victoria.
Victoria przyszła na świat... No właśnie: nawet tak elementarnego zdania na jej temat nie można skończyć bez sążnistych wyjaśnień. Bo dziewczynka, choć urodziła się jako Victoria, zaraz stała się Analíą. I choć urodziła się w 1977 roku, w jej metryce znalazł się rok 1979. Te dwa lata Analíi zawsze brakowały. Porównując się z rówieśnikami, od samego początku sama czuła, że coś się nie zgadza, że coś jest nie w porządku. Zawsze była bardziej dojrzała fizycznie od swych rówieśników, a także górowała nad nimi intelektualnie. Gdy się ma 50 lat, różnica dwóch lat może być niezauważalna. Lecz gdy się ma lat 10 lub 15, dwa lata to cała epoka.
To był pierwszy sygnał. Drugim były jej zainteresowania. Bo mimo że wychowywała się w rodzinie nadzwyczaj konserwatywnej i blisko związanej z argentyńskim establishmentem, Analía od zawsze sympatyzowała z lewicowcami (żeby

Jest! Film „Życie dla życia”. Koniecznie obejrzyjcie!


Zgodnie z obietnicą sprzed kilku dni, po uzyskaniu zgody producenta (dziękuję!), zamieszczam film dokumentalny o o. Edmundzie Szelidze - słynnym polskim zakonniku pracującym w Peru. Jest to obraz, który w roku 1999, razem z Grzegorzem Rybińskim, nakręciłem w Limie, w Cuzco i w amazonskiej dzungli. Mam nadzieję, że w ten sposób uda się, choć w części, skorygować wiele przekłamań, które nie tak dawno, w czasie VIII Światowego Kongresu Medycyny Naturalnej, na temat o. Szeligi, były bezkarnie kolportowane w Limie.
Jeśli do takich zafałszowań dochodzi w 7 lat po śmierci Ojca Szeligi, co będzie dalej?
Sądzę, że prezentowany tu dokument może pozostać niezłą odtrutką na zapędy tego typu. Pokazuje on Ojca Szelige takim, jakim był naprawdę. Ukazuje Człowieka gotowego nieść pomoc każdemu i w każdej sytuacji.
Świadomość, że tego rodzaju dokumentalny zapis istnieje i jest łatwo dostępny w internecie, powinien stanowić hamulec dla tych, którzy życiorysem Czcigodnego Zakonnika chcą bezkarnie manipulować.


Señor de Wari. Najdziwniejsze odkrycie z Vilcabamby


W 2011 roku, w lutym, w Vilcabambie, gdzie niedawno przebywałem, doszło do sensacyjnego odkrycia. Ekipa peruwiańskich archeologów kierowanych przez Javiera Fonsekę de la Cruz, na terenie ruin w Espiritu Pampa odsłoniła grobowiec, który był znacznie starszy niż kultura Inków, z którą miejsce to od dawna wiązano. Był to pochodzący ze schyłku IX wieku grób znacznego władcy kultury Wari - kultury, która na terenie centralnych Andów poprzedzała pojawienie się Inków.
Było to odkrycie, które dosłownie wszystkich wprawiło w zdumienie. Po pierwsze dlatego, że nie sądzono, iż wpływy kultury Wari sięgały aż tak daleko w głąb dżungli. Po drugie - bo grób był nadzwyczaj bogato wyposażony. Szczątki władcy Wari były przyozdobione złotą biżuterią. Tak bogato wyposażonego grobu Wari do tej pory nie znano.
Niecodzienne znalezisko od razu zaczęto porównywać ze słynnym, odkrytym w latach 80.-tych Grobem ze Sipan z północy Peru i przez pewien czas eksponowano je w domu Garcilaso de la Vegi w Cuzco. Obecnie znajduje się ono w konserwacji i przez najbliższe miesiące nie będzie można go zobaczyć. Jedyną szansą jest film, który przywiozłem z Peru i który poniżej załączam. Pokazuje on, w jakich okolicznościach doszło do tego zaskakującego odkrycia oraz co stanowiło zawartość tego niecodziennego grobu.