
Glossa do jubileuszu 35–lecia Nieznanego Świata

Jako weteran Nieznanego Świata (mój pierwszy artykuł Steven Hawking o UFO i innych niewyjaśnionych zjawiskach na łamach miesięcznika ukazał się w numerze 3. w roku 1995, a w maju roku 1994 w Dzienniku Bałtyckim opublikowałem obszerny wywiad z ówczesnym red. naczelnym Nieznanego Świata Markiem Rymuszką, co stało się początkiem naszej kilkudziesięcioletniej przyjaźni) miałem napisać kilka słów z okazji niedawnego jubileuszu czasopisma. Miałem – ale do tego nie doszło; nie z opieszałości, czy lenistwa. W końcu kwietnia dopadła mnie choroba – i to jeszcze jaka: sepsa. Na kilka miesięcy zostałem wyłączony z jakiejkolwiek działalności. Przez cały kwartał leczony byłem w Szpitalu Medycyny Tropikalnej i Morskiej w Gdyni. Lekarze (naprawdę znakomity zespół kierowany przez prof. Marcina Renke) długo nie byli pewni, czy uda im się mnie uratować. Raz było lepiej, raz gorzej. Potem, gdy było już po wszystkim, powiedziano mi, że mój organizm okazał się bardzo wytrzymały i – oprócz pozytywnej reakcji na rozbudowaną kurację antybiotykową i na 22 sesje w komorze hiperbarycznej – właśnie to zadecydowało, że jednak żyję.
Choroba zaczęła się od tego, że… nadleciały niezliczone nietoperze. Tak mi się przynajmniej wydawało. Nietoperze – jako halucynacja – wielkim stadem nagle zaczęły otaczać moją głowę, nie mogłem się od nich opędzić.

