warszewski.info - Oficjalna strona Romana Warszewskiego
  1. Strona główna
  2. Życiorys
  3. Opinie
  4. Książki
  5. Nagrody
  6. Fotografie
  7. Kontakt

warszewski.info

Oficjalna strona pisarza, dziennikarza ROMANA WARSZEWSKIEGO

Czy można aż tak kłamać? Hochsztapler kontra święty.

Mimo że nie żyje od 26 lat, salezjanin ojciec Carlos Crespi z ekwadorskiej Cuenki nadal pozostaje jednym z najpopularniejszych obywateli swej przybranej ojczyzny. Z urodzenia Włoch, przez 55 lat, jakie spędził w Ekwadorze, stał się Ekwadorczykiem z krwi i kości. I wielce zasłużonym. Całe swoje życie poświęcił pomocy biednym, zwłaszcza najuboższym dzieciom. Potrafiąc w sobie tylko znany sposób „wyczarowywać” pieniądze (czyli pozyskiwać hojnych sponsorów), budował szkoły, zapewniał darmowe podręczniki i prowadził akcje dożywiania w najbiedniejszych dzielnicach. Badał też najmniej dostępne rejony Ekwadoru, skąd przywoził niezliczone dzieła sztuki oraz unikatowe filmy o życiu dzikich Indian.

Jak można przypuszczać, właśnie to zadecydowało, iż postacią ojca Crespiego swego czasu bardzo zainteresował się Erich von Daeniken – słynny propagator idei odwiedzin kosmitów na Ziemi. Ta znajomość „patriarsze z Cuenki” nie wyszła jednak na zdrowie: dziś stanowi poważnie utrudnienie w procesie beatyfikacyjnym, który – w związku z jego niestrudzoną działalnością charytatywną – ma doprowadzić do uznania go za świętego.

1.
Crespiego znał także ojciec Edmund Szeliga. W 1939 roku spotkał się z nim w Turynie, a później – w latach 60. – w Limie. Polski salezjanin – jak wynika z jego zapisków – był zafascynowany żywotnością, wszechstronnością i niespożytą siłą w czynieniu dobra swego o 20 lat starszego współbrata: uznawał go za niedościgły wzór do naśladowania.
W Cuence – chyba najpiękniejszym ekwadorskim mieście – na placu przed kościołem Santa Maria Auxiliadora, który za życia stanowił główną „bazę” ojca Crespiego, stoi dziś pomnik brodatego duchownego, a pod nim, dzień w dzień, przechodnie kładą świeże kwiaty. Mimo wielu lat, jakie minęły od jego śmierci, pamięć o ojcu Crespim wciąż jest tu żywa. Wraz z upływem czasu zdaje się nawet rosnąć, co – zdaniem wielu – jest kolejnym dowodem jego świętości.
– Gdyby nie kontakty Ojca z Daenikenem i sprawa posiadania przez niego rzekomych złotych skarbów – mówi Christian Sanchez, reporter największego miejscowego dziennika „El Mercurio” – na pewno byłaby już znana data jego beatyfikacji. Ale w świetle tego, co o naszym duchownym napisał ten nieobliczalny Szwajcar, Watykan ma wątpliwości. Rzecz teraz w tym, żeby odpowiednich urzędników za Spiżową Bramą przekonać o tym, że w tym, co Daeniken przypisał ojcu Crespiemu, nie ma ziarna prawdy.
Jak to zrobić?

2.
Żeby zrozumieć, o co dokładnie chodzi, sięgnąć trzeba do książek Ericha von Daenikena. Przede wszystkim do tomu „Siejba i kosmos” oraz do takich pozycji jak „Kosmiczne ślady” i „Dowody”. W każdej z nich szwajcarski autor światowych bestsellerów ojca Crespiego uczynił jednym z głównych świadków mających przemawiać na rzecz głoszonej przez siebie tezy. Jakiej? Po pierwsze – iż życie na Ziemi powstało dzięki celowo wykonanemu przez kosmitów siewowi. Po drugie – że liczne i niezaprzeczalne dowody tego zdarzenia miały znajdować się w posiadaniu ojca Crespiego.
Daeniken twierdzi, iż penetrując rejony ekwadorskiego Oriente, padre Crespi w jaskiniach i podziemnych andyjskich tunelach natrafił na liczne złote przedmioty, których niezwykła forma miała wskazywać na istnienie w przeszłości kontaktów Ziemian z kosmitami. Obiekty te – głównie tzw. złota biblioteka – stanowić miały rdzeń kolekcji ojca Crespiego, która swego czasu eksponowana była w miejscowym Muzeum Złota, a następnie zakupiona została przez Muzeum Ekwadorskiego Banku Centralnego.
Zdaniem Daenikena na złotych rzeźbach, blachach i naczyniach, które miał mu w Cuence pokazać ojciec Crespi, znajdowały się całkiem nieznane hieroglify oraz liczne wyobrażenia obiektów latających. Przedmioty te – ponoć – pochodziły z jaskini Cueva de los Tayos, którą – zdaniem Szwajcara – duchowny wielokrotnie odwiedzał i w której, podobno, znajdowały się jeszcze większe skarby.

3.
– W tych książkach jedna bzdura pogania drugą – mówi dr Luis Alvarez Rodas – autor biografii ojca Crespiego oraz dyrektor ds. komunikacji Politechniki Salezjańskiej w Cuence, gdy trafiam do jego gabinetu.
– Można aż tak kłamać? – pytam zdumiony.
– Daeniken napisał to, co mu odpowiadało, co pasowało mu do z góry założonej tezy – mówi pełen oburzenia Luis Rodas. – Z prawdą, z faktami, nie ma to nic wspólnego.
– Złota nie było?
– Żadnego.
– To skąd wzięły się zdjęcia w książkach von Daenikena?
– To falsyfikaty. W najlepszym razie – blacha pomalowana na żółto.
– Szczerze mówiąc, tak przypuszczałem – mówię. – Dlatego tu jestem. Co mnie zadziwia, to skala i śmiałość – a raczej bezczelność – tej mistyfikacji...
– Ojciec Crespi był osobą wyjątkową – mówi biograf duchownego. – Pomagał ubogim, zwłaszcza dzieciom. Na tym polegała jego niepowtarzalność. Nie na tym, że w górach znalazł jakieś nieznane, złote skarby.
– To dlaczego Daeniken upatrzył sobie właśnie jego?
– Bo Padre rzeczywiście był kolekcjonerem i przez dziesiątki lat, na potrzeby założonego przez siebie muzeum, gromadził przedmioty związane z przeszłością kontynentu. Poza tym – miał wyraźne zainteresowania naukowe. Głosił także pogląd, iż tereny andyjskie, a zwłaszcza Ekwador, zasiedlone zostały przez przybyszów ze wschodu, którzy mieli przypłynąć tu Amazonką. Te trzy przesłanki czyniły go – jak sądzę – dla Daenikena dość atrakcyjnym...
– Gdzie znajduje się teraz kolekcja ojca Crespiego?
– Wykupił ją Bank Centralny za 10 tysięcy dolarów po tym, jak spaliła się jedna z salezjańskich szkół i pilnie potrzebowaliśmy pieniędzy, żeby ją odbudować.
– Jej wartość nie była większa?
– Na tyle została wyceniona, a my byliśmy w dużej potrzebie. Poza tym, było to już dość dawno temu: na początku lat 80., krótko przed śmiercią ojca Crespiego.
– Pan zna oczywiście książki Daenikena?
– Oczywiście. Przeczytałem je z oburzeniem.
– Salezjanie po ich ukazaniu się nie protestowali?
– Szczerze mówiąc – niezbyt gwałtownie; Daeniken to pewnie przewidział – po raz kolejny okazał się dobrym psychologiem. Duchowni żyją innymi sprawami i o tym, co zostało napisane i przypisane Ojcu, myślą z pewnym pobłażaniem. W obliczu wieczności, z którą obcują na co dzień, nie ma to przecież większego znaczenia.
– Ale czy te publikacje nie zaszkodzą procesowi beatyfikacyjnemu ojca Crespiego?
– Na pewno mu nie pomogą... Watykan, jak wiadomo, na wszystkie sprawy związane ze złotem jest niezwykle wyczulony. Zwłaszcza jeśli dotyczą one Ameryki Południowej.
– Czy miał Pan okazję poznać ojca Crespiego osobiście?
– Nie, pracę na Politechnice Salezjańskiej zacząłem krótko po jego śmierci. Brałem jednak udział w zbieraniu materiałów związanych z procesem jego beatyfikacji i jestem kustoszem całej jego spuścizny pisanej.
– Kogo, spośród osób, które pamiętają ojca Crespiego, poleciłby Pan jako szczególnie wiarygodnego rozmówcę?
– Na pewno ojca Domingo Perego z kościoła Santa Maria Auxiliadora – tamtejszego spowiednika, następcę na tej funkcji ojca Crespiego.

4.
Ojciec Domingo Perego jest uprzedzony o moim przybyciu. Czeka przy furcie i szeroko się uśmiecha. Prowadzi mnie do obszernej rozmównicy należącej do klasztoru znajdującego się na tyłach kościoła. Zaprasza do stołu.
– Czy w czasie jego pobytu w Cuence, ojciec także poznał Ericha von Daenikena? – zaczynam z innej beczki.
– Tak – nie znam innej osoby, która równie skutecznie kłamałaby jak on.
– Czy to, co napisał na temat złotej kolekcji ojca Crespiego, było kłamstwem?
– Oczywiście.
– Ojciec Crespi nie posiadał takiej kolekcji?
– Nie, złotych obiektów nie miał. Złotem w ogóle się nie interesował.
– A w jakich okolicznościach poznał ojciec Daenikena?
– Byłem z nim w Yaupi i w Cueva de los Tayos. Byłem świadkiem, co stamtąd wydobył.
– Co to było?
– Był to ząb dinozaura. Zaznaczam – nie złoty! – Uśmiecha się jeszcze szerzej. – Nic więcej. W jego książce jest natomiast mowa o czymś całkiem innym.
– O złotych przedmiotach.
– A jakże!
– Złota tam nie znalazł?
– Nawet tyle, co brudu za paznokciem...
– Skąd zatem wzięły się złote przedmioty na zdjęciach w jego książkach?
– To podróbki. Całe nieszczęście polega na tym, że powiązał je z postacią ojca Crespiego. Wielcy i święci ludzie są, niestety, często bezbronni. Nie przypuszczają bowiem, że inni w życiu mogą kierować się odmiennymi pobudkami niż oni sami.
– Dlaczego ojcowie – choćby dla dobra ojca Crespiego – nie dementowali tych publikacji?
– Dementowaliśmy, a jakże. Ale – nazwijmy to tak – akustyka była bardzo słaba. Rzecz w tym, że ludzie lubią słuchać takich historii, jakie opowiada von Daeniken. Tak bardzo lubią, że trudno z nimi polemizować...
– Czy Daeniken jeszcze kiedyś wrócił do Cuenki?
– Nigdy. Po takim oszustwie wie, że nie ma tu czego szukać.
– Załóżmy jednak, że któregoś dnia tu się pojawi: O co ojciec go wtedy zapyta?
– Nie wiem, prawdę mówiąc, czy w ogóle chciałbym z nim rozmawiać...
– Ale gdyby ojciec jednak musiał...
– Zapytałbym go po prostu – dlaczego to zrobił. I myślę, że znam odpowiedź: po pierwsze - dla sławy; po drugie – dla pieniędzy.

Tekst i zdjęcia(wkrótce) rozmówców: Roman Warszewski
dodaj komentarz
  1. <<
  2. archiwum
  3. >>
Najnowsza książka
Romana Warszewskiego
NOWOŚĆ!
Szczegóły w dziale Książki
.
Ostatnie publikacje:
Żyj długo.Poznaj Świat
ToposMedycyna i pasje
Migotania, przejaśnienia
Warto zajrzeć
www.herbsecret.pl
www.poradnia.pl
wywiad po Tupac Amaru Expedition
wywiad z Carlosem Castanedą
piramidy nie spadły z nieba...
Żyj długo - miesięcznik
Ludzie-orły szybują ku ziemi...
Długowieczni
Tajna misja - El Dorado
znalazłem El Dorado
wywiad o Tupac Amaru Exp.
Qero
Inni o Romanie Warszewskim

Str. 80-83. Szczegóły w dziale Opinie
.
Roman Warszewski
w prasie zagranicznej
Materiały objęte prawami autorskimi. Kopiowanie/rozpowszechnianie bez zgody autora jest zabronione.