warszewski.info - Oficjalna strona Romana Warszewskiego
  1. Strona główna
  2. Życiorys
  3. Opinie
  4. Książki
  5. Nagrody
  6. Fotografie
  7. Kontakt

warszewski.info

Oficjalna strona pisarza, dziennikarza ROMANA WARSZEWSKIEGO

Caral – najstarsze miasto

W mieście starszym od egipskich piramid, jeszcze zanim zaczęto wznosić mury obronne, już stosowano rośliny lecznicze
Caral – najstarsze miasto Ameryki prekolumbijskiej
Korespondencja własna z Peru

Zawsze chciałem dotrzeć do Caral. Bo zawsze chciałem ujrzeć najstarsze miasto w Ameryce Łacińskiej. Nawet wtedy, gdy jeszcze nie miałem pojęcia, że jest nim właśnie Caral; gdy nie wiedzieli tego jeszcze najbardziej biegli archeologowie. Potem, gdy stało się jasne, iż tymi najstarszymi ruinami jest właśnie Caral, nie było już odwrotu. Po prostu musiałem tam pojechać – koniec, kropka. Choćby miało to być przedsięwzięcie karkołomne.

1.


Caral położone jest jakieś 250 km na północ od Limy. Leży w sercu absolutnej pustyni. Nie jest to pustynia piaskowa – taka jak Sahara, lecz pustynia kamienista, skalista. Pofałdowana połać na wskroś wyschniętego ugoru, pokrytego niezliczonymi odłamkami skał, odłupujących się od okolicznych, równie pustynnych wzgórz. Ostatnie miejsce, w którym mógłby chcieć osiedlić się człowiek. I właśnie z tej niegościnności wynikały kłopoty, które miała dr Ruth Shady – peruwiańska archeolog, która wiedziona nieomylną intuicją jako pierwsza w 1994 roku zainteresowała się tym terenem.

Mieszkająca w Limie Ruth Shady właśnie wróciła z USA, gdzie przez jakiś czas pracowała w Dumbarton Oaks – w centrum archeologii prekolumbijskiej nieopodal Waszyngtonu. Wróciła i zaczęła szukać jakiegoś stanowiska wykopaliskowego dla siebie; takiego, które byłoby zlokalizowane możliwie jak najbliżej Limy. Nie interesowały ją tereny już cz
komentarzy(0) - czytaj całość

Wyróżnienie

Wyróżnienie dla wywiadów Romana Warszewskiego z noblistami z roku 2008 w konkursie o Nagrodę Barbary Łopieńskiej

Cykl wywiadów Romana Warszewskiego z trzema noblistami za rok 2008 w dziedzinie medycyny i fizjologii oraz rozmowa z laureatem literackiej Nagrody Nobla za rok 2008 – Gustavem Le Clezio, które ukazały się w styczniu i lutym w roku 2009, zostały wyróżnione przez Kapitułę Nagrody im. Barbary Łopieńskiej na najlepszy wywiad prasowy za rok 2009. Uwagę zwrócono na pogłębiony i merytoryczny charakter tych rozmów, które określono mianem „dziennikarstwa coraz rzadziej dziś uprawiany i napotykający na coraz większe trudności w dotarciu do Czytelnika”. Nagrodę za wywiad roku otrzymała współpracująca z „Gazetą Wyborczą” Angelika Kuźniak.
komentarzy(0)

Cuzco 1536: Najważniejsza bitwa Nowego Świata

Właśnie do Wydawcy wysłałem gotową książkę „Cuzco 1536-37”, opowiadającą o inkaskim powstaniu z lat 1536-1537. Ma ona ukazać się w przyszłym roku, w prestiżowej serii Historyczne Bitwy. Po tomie „Vilcabamba 1539-72” to druga pozycja, którą napisałem dla Bellony do tego cyklu („Vilcabamba” ukazać się ma w drugiej połowie tego roku). Poniżej – obszerny fragment wstępu do książki o Cuzco

Cuzco 1536: Najważniejsza bitwa Nowego Świata

Oblężenie Cuzco przez armię inkaskiego władcy Manco Inki w 1536 roku i walki wokół stolicy Tawantinsuyu, jakie toczyły się aż do roku następnego, to bez wątpienia najbardziej dramatyczny, a zarazem najbardziej interesujący moment południowoamerykańskiej konkwisty. To – wyjąwszy pierwszy okres podboju państwa Inków, ten jeszcze przed dotarciem Hiszpanów do Cajamarki – jedyna chwila, kiedy Indianie byli w stanie zmienić bieg historii i na dłuższy czas powstrzymać ekspansję konkwistadorów w rejonie Andów. Bitwa o Cuzco, jaka w sercu peruwiańskiej „sierry” rozgorzała w maju 1536 roku, stanowiła wielkie zagrożenie dla Hiszpanów, których siły w Peru zaczynały wtedy dopiero krzepnąć; z drugiej strony – dla Inków – była wielką szansę na wyparcie Europejczyków z Andów i – w sensie jak najbardziej dosłownym – zepchnięcie ich do oceanu.
Była to szansa i chwila unikalna; już nigdy potem nie miała się powtórzyć. Moment, gdy historia stanęła na rozdrożu – i przez kilkanaście miesięcy nie było wiadomo, czy skręci w lewo, czy w prawo. Tym ważniejsze staje się j
komentarzy(0) - czytaj całość

Roman Warszewski o Kapuścińskim w Gazecie Pomorskiej

Rozmowa z ROMANEM WARSZEWSKIM, pisarzem i reportażystą
- Czytał pan już książkę o Kapuścińskim. Zabolało?
- Wiedziałem, że książka od pewnego czasu jest przygotowywana, ale przyznam, że po lekturze poczułem, że lepiej byłoby, gdyby ta książka się nie ukazała. Nien mam wątpliwości, że ta publikacja odbije się na odbiorze reportażu jako gatunku.
- Ale w końcu to reportażysta sportretował reportażystę.
- Problem w tym, że pod względem warsztatowym jest to książka wręcz znakomita, świetnie napisana. Co z tego, jeśli wylewa dziecko z kąpielą...
- Zaraz, zaraz. Ktoś kto buduje swój mit musi liczyć się z tym, że znajdą się ludzie, którym mit nie wystarcza.
- Dla mnie nie ulegało wątpliwości, że Kapuściński przekraczał granice reportażu w kierunku literatury. Jego dzieła to reportaż literacki, który nie do końca musiał być zgodny z realiami. Kapuściński sam to przyznał opowiadając o genezie “Cesarza”. Z tego wyznania wynika, że “Cesarz” w dużej mierze jest dziełem fikcyjnym.
- Dla każdego, kto parał się reportażem, był to wielki znak zapytania. Jeśli Kapuściński relacjonowałby fakty, skazywałby swoich bohaterów na śmierć. Miał pan wielokrotnie okazję pisać o miejscach bardzo egzotycznych, w odległych krajach. Dziennikarz w takiej sytuacji może pozwolić sobie na fikcję. Przecież nikt go nie sprawdzi...
- Ja nigdy nie uprawiałem reportażu literackiego, więc zależało mi raczej na maksymalnej wierności i nie śmiałbym się porównywać do tego, co robił Kapuściński. Zajmowaliśmy się nieco innymi gatunkami. W gatunku, który on uprawiał element
komentarzy(3) - czytaj całość

Czy można aż tak kłamać? Hochsztapler kontra święty.

Mimo że nie żyje od 26 lat, salezjanin ojciec Carlos Crespi z ekwadorskiej Cuenki nadal pozostaje jednym z najpopularniejszych obywateli swej przybranej ojczyzny. Z urodzenia Włoch, przez 55 lat, jakie spędził w Ekwadorze, stał się Ekwadorczykiem z krwi i kości. I wielce zasłużonym. Całe swoje życie poświęcił pomocy biednym, zwłaszcza najuboższym dzieciom. Potrafiąc w sobie tylko znany sposób „wyczarowywać” pieniądze (czyli pozyskiwać hojnych sponsorów), budował szkoły, zapewniał darmowe podręczniki i prowadził akcje dożywiania w najbiedniejszych dzielnicach. Badał też najmniej dostępne rejony Ekwadoru, skąd przywoził niezliczone dzieła sztuki oraz unikatowe filmy o życiu dzikich Indian.

Jak można przypuszczać, właśnie to zadecydowało, iż postacią ojca Crespiego swego czasu bardzo zainteresował się Erich von Daeniken – słynny propagator idei odwiedzin kosmitów na Ziemi. Ta znajomość „patriarsze z Cuenki” nie wyszła jednak na zdrowie: dziś stanowi poważnie utrudnienie w procesie beatyfikacyjnym, który – w związku z jego niestrudzoną działalnością charytatywną – ma doprowadzić do uznania go za świętego.

1.
Crespiego znał także ojciec Edmund Szeliga. W 1939 roku spotkał się z nim w Turynie, a później – w latach 60. – w Limie. Polski salezjanin – jak wynika z jego zapisków – był zafascynowany żywotnością, wszechstronnością i niespożytą siłą w czynieniu dobra swego o 20 lat starszego współbrata: uznawał go za niedościgły wzór do naśladowania.
W Cuence – chyba najpiękniejszym ekwadorskim mieś
komentarzy(0) - czytaj całość

Z Noblistami w Sztokholmie

Właśnie wróciłem ze Sztokholmu, gdzie spotkałem się z kilkoma tegorocznymi noblistami.
Już tradycyjnie rozmawiałem z laureatami Nagrody Nobla w dziedzinie medycyny i fizjologii (co mnie o tyle interesowało, iż ich prace dotyczą kwestii starzenia się i długowieczności), a także miałem okazję przeprowadzić wywiad z tegoroczną laureatka w dziedzinie literatury – z Hertą Mueller.
Wielce fascynujące jest to, iż to co o długowieczności mówią tegoroczni „medyczni” nobliści w dużej mierze pokrywa się z doświadczeniami, jakie w tej mierze posiadają południowoamerykańscy Indianie Q’ero, z których wielu dożywa 115-120 lat. Tak więc sztokholmskie rozmowy stanowią niezwykle cenne uzupełnienie mojej wiedzy na ten temat zebranej w Andach i na pewno do drugiej części książki o długowieczności („Wyprawa Vilcabamba-Vilcabamba”) wniosą wiele interesujących intuicji.
Z kuluarowych rozmów z przedstawicielami Komitetu Noblowskiego wnoszę, iż Nagroda Nobla dla Obamy miała jeden cel bardzo pragmatyczny: była pomyślana m.in. jako zachęta dla amerykańskiej administracji do zniesienia opodatkowania Nagrody Nobla w USA, co jest o tyle istotne, że najwięcej laureatów tego wyróznienia pochodzi właśnie z tego kraju.

Jak końce chromosomów stały się początkiem
Z prof. Elisabeth Blackburn – laureatką Nagrody Nobla w dziedzinie medycyny i fizjologii za rok 2009, rozmawia Roman Warszewski


– Nagrodę Nobla – wraz z profesorem Jackiem Szostakiem i profesor Carol Greider – otrzymała Pani za prace nad telomerami. Co to są telomery?
Telom
komentarzy(1) - czytaj całość

W Krakowie o Ameryce Łacińskiej i Indianach Q’ero

W Krakowie, w ramach festiwalu „Pora Reportażu” zorganizowanego przez Instytut Książki, razem z Arturem Domosławskim z „Gazety Wyborczej”, opowiadam o reportażu o krajach Ameryki Południowej. Słuchaczy interesują Indianie Q’ero i ich umiejętność „uplastyczniania czasu” – czyli wydłużania życia; także to, co w dżungli odnalazła tegoroczna wyprawa Tupac Amaru 2009.

Rozmowę w Cafe Szafe przy ulicy Felicjanek 10 (rzut beretem od Uniwersytetu Jagiellońskiego) bardzo umiejętnie i taktownie prowadzi dr Marta Kania – z Instytutu Amerykanistyki i Studiów Polonijnych UJ; sekunduje jej Tomasz Pindel – znany tłumacz prozy latynoamerykańskiej, m.in. tak lubianego przeze mnie Jaime Bayly’ego. Pasjonaci Ameryki Łacińskiej: widać, że żyją tym samym, czym żyją ich rozmówcy, czyli Artur Domosławski i ja.

W tym, co opowiada Artur Domosławski pojawia się ciekawy problem: w Brazylii jego informatorzy niekiedy zmieniają to, co mówią w zależności od tego, kto go do nich przyprowadza. Czy oznacza to, że są kłamcami?

Konkluzja może być jedna: jeśli ktoś gotów jest uznać ich za kłamców, sam niewątpliwie zasługuje na miano... głupca. Jeśli ktoś jedzie do Brazylii, żeby zebrać materiał reporterski, powinien być świadomy, iż ludzie żyjący w środowisku przesyconym przemocą, mogą zmieniać „swoje zeznania” w zależności od tego, kto ich słucha. Od tego może bowiem często zależeć ich życie...
komentarzy(0)

Filmowcy przy ulicy Gedymina

Alicja Nowaczyk i Francois Bucher (za kamerą), przy pracy na ulicy Gedymina.
Kilka dni temu odwiedzili mnie Alicja Nowaczyk i Francois Bucher. Francois jest kolumbijskim filmowcem, mieszkającym w tej chwili w Berlinie, który przygotowuje filmowy dokument z pogranicza... nazwijmy to: magii i realu; natomiast Alicja Nowaczyk dzielnie mu w tym niełatwym przedsięwzięciu sekunduje, przeprowadzając drobiazgowy research i – gdy trzeba – wspierając językowo.
Film kręcony przez Francois ma być gotowy do wiosny. Wtedy zostanie zaprezentowany w Sewilli, gdzie siedzibę ma fundacja, która finansuje jego powstanie. Czego dotyczy ów dokument, na razie przemilczę, żeby niczego nie zapeszać i by nie utrudnić pracy Francois. Powiem tylko, że zadziałała tu jakaś przedziwna synchroniczność: problematyka filmu ma wiele wspólnego z tematami, które nie tak dawno pojawiły się na tej stronie...
Mimo że z Francois spotkaliśmy się po raz pierwszy, od razu było wiadomo, że „nadajemy” na tej samej częstotliwości. Natychmiast dało się wyczuć pewną duchową wspólnotę i postrzeganie rzeczywistości w bardzo podobny sposób. Gdyby miał kiedyś powstać film na podstawie mojej książki „Tajna misja – El Dorado” (w swej istocie bardzo filmowej), na pewno robić go powinien właśnie Francois. Na razie – na potrzeby powstającego w tej chwili obrazu, skręcił tylko kilka „setek”, na których wypowiadam się na interesujące go tematy.
Jakie? Tak jak mówiłem – na razie ani mru-mru. Do tematu wrócimy na wiosnę, gdy film będzie gotowy.
komentarzy(0)

Kierunek – nieznane

Wyprawa Tupac Amaru 2009. Śladami Inki Paucara (2)
Ciąg dalszy relacji Pierwsi Polacy w Puncuyoc

To gdzieś tu.
Na pewno.
Co do tego, nie ma żadnych wątpliwości.
Ale... z tego jeszcze przecież nic nie wynika.
Gdzie? Konkretnie! Inna informacja nie ma po prostu żadnej wartości!
Stoję, rozglądam się w koło i czuję się bezradny.
Wszystko jasne: To, co nas czeka, to gorsze niż szukanie igły w stogu siana.

1.
Góry. Góry porośnięte dżunglą. Jakby pokryte skłębioną, zieloną sierścią – niektóre szczyty bliżej, inne dalej. Jedne wierzchołki strzeliste, inne kopulaste. Otaczają nas ze wszystkich stron. Tu i ówdzie owiewa je mgiełka, będąca forpocztą nisko przesuwających się chmur. W dole, kilkaset metrów niżej, szumi rzeka.
Gdzie to może być?
Mówienie w dżungli „gdzieś tu” nie ma sensu. W selwie, w gąszczu liczą się i mają jakąś wartość tylko stwierdzenia typu: „chodzi nam o ten, a nie inny kamień” i to pod warunkiem, że ów kamień znajduje się w zasięgu ręki. Ręki – nie wzroku. Bo w dżungli – oprócz gęstwiny – dosłownie nic nie widać. Można przejść w odległości jednego metra od zarośniętego muru i go wcale nie zauważyć. Można frustrować się, że nie jest się w stanie odnaleźć poszukiwanych ruin (namierzonych na przykład okiem kamery z kosmosu) i... – nic o tym nie wiedząc – stać w samym ich centrum.
Nam satelity – niestety – nie pomagają. To, czym dysponujemy, to tylko nieco eksplorerskiego doświadczenia i intuicja. Z globtroterem i pisarzem, Jarkiem Molendą, przedzierając się do ostatniej inkaskiej stolicy – Vil
komentarzy(1) - czytaj całość
  1. <<
  2. archiwum
  3. >>
Najnowsza książka
Romana Warszewskiego
NOWOŚĆ!
Szczegóły w dziale Książki
.
Ostatnie publikacje:
Żyj długo.Poznaj Świat
ToposMedycyna i pasje
Migotania, przejaśnienia
Warto zajrzeć
www.herbsecret.pl
www.poradnia.pl
wywiad po Tupac Amaru Expedition
wywiad z Carlosem Castanedą
piramidy nie spadły z nieba...
Żyj długo - miesięcznik
Ludzie-orły szybują ku ziemi...
Długowieczni
Tajna misja - El Dorado
znalazłem El Dorado
wywiad o Tupac Amaru Exp.
Qero
Inni o Romanie Warszewskim

Str. 80-83. Szczegóły w dziale Opinie
.
Roman Warszewski
w prasie zagranicznej
Materiały objęte prawami autorskimi. Kopiowanie/rozpowszechnianie bez zgody autora jest zabronione.